-

29 lutego 2016

Strach i transformersi //23

                                                                        fot. Paulina



Starając się zasnąć próbowałem odgadnąć, co pomyśleliby moi rodzice, gdyby zobaczyli mnie stojącego na małym podeście z tyłu takiej śmieciarki. To dzięki nim przecież zacząłem podróżować, zainspirowany tym, jak cholernie się wszystkiego bali. Trudno ich winić, w pewnym sensie. Oni też dorastali w blokach, żywych wspomnieniami o wojnie, i w nich też zakorzeniono strach przed tym, co pomyślą sąsiedzi, co się dzieje na ulicy po zmroku, jak strasznie niefajnie byłoby spędzić wieczność smażąc się w piekle. Przejęli to, zaadaptowali na spokojnych przedmieściach w domkach jednorodzinnych,  i rozwinęli o nowe pomysły.

Byłem szczuty wszystkim- tym by nie połknąć pestki od jabłka bo zachoruję, by nie robić zeza bo zostanie, że wydłubię sobie oko łyżeczką pijąc herbatę, miałem uważać na sekciarzy pod szkołą, listonosza, cyganów, na wszystkich. Zła ocena w szkole była popłochem, by nadgonić tych z przodu, bo rowy same miały się nie kopać, a śmieciarka sama miała się nie napełnić. Seria złych ocen była machnięciem ręki, przegranym życiem. Telewizja i radio też nas straszyły, jednocześnie reklamując produkty, które miały nas chronić i ocalić, a bez których skazani byliśmy na pryszcze, pośmielisko, obrzydzone spojrzenia dziewczyn, później miał nam nie stawać, i mieliśmy całe dnie spędzać wstrzymując pierdy w skrępowaniu. Erekton fast. 'Pokaż jej, że wciąż jesteś wielki'.

Rodzice pochłonięci możliwościami kapitalizmu po pracy nie zajmowali się dziećmi, nie rozmawiali z nimi, i starali się kompensować im to dobrami materialnymi. Trudno było je przyjmować, bo nie były żadnym zamiennikiem dla potrzeb emocjonalnych dziecka, wiec często odrzucaliśmy je, i w odpowiedzi byliśmy wychowywani w poczuciu winy za niewdzięczność. Braki emocjonalne były jak sucha studnia, którą w sztuczny sposób musieliśmy później napełnić sami, w wyniku czego wyrośliśmy na rozchwianych między mizantropią a megalomanią, narcystycznych egoistów, nie mogących napatrzeć się na swoje selfie.

Nauczyciele zawiedli jako wychowawcy. Chcieli po prostu wrócić do domu i ukoić nerwy przy odcinku klanu. Za mało zarabiali by się przejmować. W rezultacie weszliśmy w życie znając się tylko na pokemonach i z upragnieniem czekając na list ze szkoły czarodziei. Wkroczyliśmy w dorosłość upośledzeni, nie wiedząc jak się płaci rachunki i jak działa system emerytalny.

Po wyprowadzce z domu, ucieczce, w pewnym momencie człowieka aż mogła ogarnąć ochota by zniszczyć te zakorzenione głęboko paranoje. Jednym ze sposobów mogło być zostawienie portfela w mieszkaniu i pojechanie bez pieniędzy autostopem na Bliski Wschód. Cokolwiek. Im bardziej samobójczo, tym lepiej. Myślę że w moim wypadku podróże były bezpośrednim wynikiem przedawkowania strachu, tego pokolenia naszych rodziców, i tego marketingowego, jak i treningiem społecznym, naprawą zniszczeń zakorzenionej aspołeczności. Łapanie stopa potrafi dobrze pod tym względem wyprostować człowieka, zwłaszcza jeśli od tego jak komunikatywny będziesz zależy, jak daleko dojedziesz i czy nie padniesz z głodu po drodze.

W drodze pierwszy raz stawiałem sobie cele i osiągałem je. Geograficznie i psychicznie. W pełni odnajdywałem się w oszczędnym, minimalistycznym bycie, i obojętności na wstyd. Trudno było, bym w pewnym momencie nie rozejrzał się i nie pomyślał sobie, że może właśnie tak można żyć..? To byłby jednak zły pomysł. Gdy z czasem poczucie wyzwania i satysfakcji stawały się trudniejsze do odnalezienia, to co złe mogło zacząć uwierać, aż stało się zbyt niewygodne by je ignorować. Ciągłe proszenie się o coś potrafi zniechęcić. Stanie z wyciągniętym kciukiem jest takim proszeniem się. Tak samo żebranie o pieniądze na fejsie, bo popłynęło się jachtostopem do Meksyku, przyszli źli ludzie z maczetami i ukradli plecak z paszportem. Uzależnienie od innych potrafi zniechęcić, tak jak sami inni. Można poznać tylu ludzi, aż wszyscy nagle staną się przewidywalni- ludzie w garniturach w samochodach, anarchiści w dredach, każdy nagle będzie jak wycięty z kartonu kształt człowieka, z którym gdzieś, kiedyś się już rozmawiało. Można uciec dalej, osiąść z wieśniakami z Mongolii, czy jakimś plemieniem w buszu, przymykać oko na to, że ci ludzie wciąż wieszają homoseksualistów za jaja na palmie, i myśleć sobie, że są zacofani, ale pocieszni.

Podróże mnie wyprostowały, pozwoliły pokonać niektóre dogrywające mi demony. Teraz chciałem wtopić się w tło etatowców ze zbyt króŧkim urlopem, by podróżować gdziekolwiek. Leżałem w namiocie, padał deszcz, noc miała być chłodna, a ja dawałem się ponieść fantazji. W wyobraźni widziałem siebie w śmieciarskim kombinezonie transformers, jeżdżącego po spokojnym osiedlu domków jednorodzinnych, i widzącego w oknach rodziców, patrzących przez szparę w firance, starych znajomych, nauczycieli, sąsiadów. Jechałbym tak na tyle śmieciarki z ciepłym uśmiechem, życząc wszystkim dobrze i pozdrawiając ich uniesioną ręką. Z boku śmieciarki napisałbym sprejem:









NIE LĘKAJCIE SIĘ

4 komentarze:

  1. ty spryciarzu
    http://imgur.com/gallery/0IPGo

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie napisane

    OdpowiedzUsuń
  3. Zupełnie jak ja bym to napisał. Bardzo smaczne, dziękuje.

    OdpowiedzUsuń