-

11 kwietnia 2013

“Into the wild” śmierdzi.




Rzadko zdarza mi się oglądać film czekając aż główny protagonista w końcu umrze i zastanawiając się, jak dużo przyjemności dostarczy mi ta scena. Jeśli chodzi o „Into the wild” i Chrisa McCandlessa, oczekiwania pod tym względem były spore i nawet jeśli jego powolna śmierć głodowa wywołała tylko częściowo mnie zadowalający dreszczyk podniecenia, chwilowa ulga przyszła dopiero, gdy film ten się zakończył, a ja, jak mi się wydawało, mogłem o nim spokojnie, szybko i skutecznie zapomnieć, tak jak zwykłem zapominać o wszystkim co jest głupie, lecz mało szkodliwe.

Myliłem się.

„Into the wild” okazał się być wielce szkodliwy.

Po obejrzeniu tego filmu niczym dziewica potrzebująca chwili czułości po pierwszym stosunku pobiegłem do internetu w nadziei na szybkie odnalezienie setek rozumiejących mnie, obciekających jadem recenzji, które dałyby mi odrobinę nadziei i komfortu, że wszystko będzie dobrze. Niestety, nie znalazłem żadnych i trudno mi jest opisać to, jak samotny się poczułem odkrywając, że wszyscy ten film beznadziejnie kochają.

„Into the wild” jest dziełem Seana Penna, który wyniuchał rozgłos, jaki mogło przynieść jego reżyserskiej karierze zrobienie filmu, na którym każdy, kogo dobytek obejmuje przynajmniej szczoteczkę do zębów poczułby się winny z powodu swojego konsumpcyjnego rozpieszczenia i jednocześnie mógł pomarzyć o ucieczce od złych korporacji, pieniędzy, i wygody jaką gwarantuje mu sranie do muszli klozetowej. Sam film opowiada losy bogatego dzieciaka, który uciekł z domu gardząc materializmem swoich rodziców, po czym wymachując z podnieceniem „Waldenem” Henryego Davida Thoreau postanowił spędzić trochę czasu w dziczy na Alasce, na której umarł z głodu i zatrucia, cztery i pół kilometra od najbliższej dużej autostrady, sześć kilometrów od stacji meteorologicznej, połączonej ze sklepem z pamiątkami mającym w swoim zaopatrzeniu koszulki z nadrukiem „I love Alaska”.

Jedno jest pewne- Chris McCandless zdecydowanie nie był najbystrzejszym orzeszkiem w bobku.

Ponieważ historia Chrisa nie zawierała w sobie jakichkolwiek działających na jego korzyść morałów, które nadałyby sensu robieniu filmu o jego osobie, Sean Penn musiał kombinować inaczej by zawrzeć w swoim dziele jakieś akceptowalne przez zdrowy rozsądek przesłanie, zwłaszcza że McCandless okazując się wyjątkowo bezrefleksyjnym człowiekiem, nie zostawił po sobie żadnych dzienników, pamiętniczków ani zbiorów aforyzmów, które mogłyby Pennowi ułatwić zadanie. Sean Penn posłużył się więc cytatami pozaznaczanymi przez Chrisa w jego ulubionych książkach, i z ich pomocą oparł fabułę na starym, wyświechtanym konflikcie „lubić, czy nie lubić ludzi”, a całość podsumował mdłym cytatem Lwa Tołstoja „Szczęscie jest prawdziwe tylko wtedy, gdy jest dzielone”, by dać jakiekolwiek złudzenie rozwoju głównego bohatera.

Spora część fabuły oparta jest też na wspomnieniach ludzi, których Chris spotkał na swojej drodze; wspomnieniach mało wiarygodnych, przesączonych poczuciem straty, które zawsze towarzyszy myśleniu o nieżyjącym już młodym człowieku, zwłaszcza takim, który miał w głowie więcej niż dwa cytaty z pisarzy epoki oświecenia. Różnica między „hej, ten koleś był ok”, a „tak, to był wielki człowiek”, jest często właśnie różnicą między ciałem o temperaturze ciepłego budyniu, a zimnym trupem. Chris McCandless w swojej szczytowej formie był właśnie czymś takim- ledwo tylko ciepłym budyniem, jednym z wielu rozmarzonych, nieodpowiedzialnych dzieciaków, którzy wyjechali na Alaskę w poszukiwaniach siebie i skończyli jako pokarm dla niedźwiedzi. Rzadko kiedy kto interesuje się ludźmi, którzy z takich wypraw wrócili cało. Właśnie poprzez proces kreacji mitu i swoje zimne wcielenie McCandless został sławny i zapamiętany jako podróżnik- idealista, z odpowiednim cytatem Thoreau na każdą okazję. W pomyśle wykreowania go na bohatera stłamszonej poczuciem winy, białej klasy średniej, największą niewiadomą był właśnie brak jakiejkolwiek spuścizny intelektualnej po Chrisie McCandlessie, i kuriozalne dla mnie jest to, jak użycie w tym wypadku wyrwanych z kontekstu cytatów sławnych pisarzy okazało się być dla ludzi wystarczające.

Prawdziwy Chris był oczywiście mniej urodziwy od swojego holiłódzkiego odpowiednika. Był rozgoryczony, drażliwy, nigdy nie miał dziewczyny, nigdy z nikim nie spał, masturbował się do swoich ostatnich chwil. Psycholog badający jego sprawę podejrzewał, że Chris albo był ukrytym, nieakceptującym siebie homoseksualistą, albo miał czyraki na prąciu, które wywoływały u niego neurotyczną nieśmiałość, nerwowość, i sprawiały, że stawał się on coraz bardziej wyalienowany, aż w końcu uciekł do lasu.

McCandless był ucieleśnieniem niekonsekwencji. Niszczył swoje dokumenty, palił pieniądze, po czym na nowo zatrudniał się w McDonaldzie, by znów coś sobie kupić, znów wyrobić sobie dowód osobisty, i znów go zniszczyć. Film zmyślnie manewrował między tymi niuansami, wybierając tylko fakty wygodne dla logicznej linearności fabuły. Działania McCandlessa były dalekie od bycia logicznymi.

Tak więc, dlaczego to wszystko, do czego zmierzasz islenski, o co ci znów kurcze chodzi, co cię znów swędzi...? Trochę już po Bukowskiemu - nie nienawidziłbym tego filmu, gdybym mógł spokojnie o nim zapomnieć, ale jest to niemożliwe, od kiedy ludzie przypominają mi o nim na każdym kroku, i czuję się całkiem usprawiedliwiony zawzięcie tocząc pianę z pyska za każdym razem, gdy ktoś sugeruje istnienie podobieństw między mną, a tym lapsem. Wiem, że wielu podróżników zostało w ten sposób ofiarami pazerności Seana Penna na zdobycie szacunku, dzięki któremu ludzie przestaliby się z niego w końcu śmiać, i traktować go poważnie. Zdezorientował on zdrowy rozsądek widzów, przez pokazanie paru ładnych widoczków z Alaski i wszyscy zdawali się nie zauważać tego wkurzającego typka skaczącego przez dwie i pół godziny filmu ze wściekłości, i krzyczącego by wszyscy przestali go oceniać, i że ma dość ludzi oceniających innych ludzi, zupełnie jakby ocenianie nie było podstawowym instynktem, którym obdarzyła nas ewolucja, pozwalającym nam oszacować jakim zagrożeniem są dla nas inne istoty. Chris McCandless siedział naburmuszony, i gniewał się na cały świat bo jego rodzice nie analizowali z nim przy śniadaniu esejów Emersona.

Parę razy poznawałem kogoś, i gdy ten ktoś już zaczynał zdobywać moją sympatię, podekscytowany czuł potrzebę opowiedzenia mi o tym, jak bardzo film „Into the wild” uwrażliwił go na chory konsumpcjonizm naszych czasów, i jak bardzo dzięki niemu zapragnął powrotu do natury. Blacha aluminiowa ma pewnie więcej emocji niż moja twarz w takich sytuacjach. „Zawiodłaś mnie”- mówi tylko moje obojętne spojrzenie. Czy naprawdę nie powiedzieliśmy już zresztą wszystkiego, co można było powiedzieć o całym tym anty-materializmie, i porzuceniu nudy życia na przedmieściach w „Fight clubie”, „American beauty” i innych tych filmach o cudownych przypadkach szantażowania swoich pracodawców, wyłudzenia od nich dożywotniej pensji, i bycia wkurzonym na ludzi w garniturach...? Czy naprawdę musieliśmy odkopać Jana Jakuba Rousseau i szaleńcze, nigdy nie wprowadzone przez niego w życie teorie...?

W zeszłym roku cierpiałem na powtarzające się regularnie ataki paniki, ze strachu przed tym, czym obawiałem się, że będzie ekranizacja „On the road” Jacka Kerouaca. W Bułgarii na farmie Cath próbowała mnie pocieszyć gdy pewnego razu poszlochiwałem skulony i blady na ziemi, powtarzając w transie„ten film będzie tragiczny, ten film będzie tragiczny...!”, klepała mnie po plecach i mówiła:

-Nie martw się, nie będzie gorszy od „Into the wild”.

Miała rację. Chociaż było blisko. Nie przejąłem się ekranizacją „On the road” jednak tak bardzo, jak przejmuję się filmem, który atakuje moje ego, podważając poczucie niezwykłości jego pragnień i rzucającego mi pod nogi niczym kłody rzesze ludzi porównujących mnie z jakimś bezmyślnym gburem.

My gift to the world. Take it. 

38 komentarzy:

  1. powinieneś trochę wyczilować, bo to tylko film ;) ja z niego się śmieję, bo chris mccandless był kretynem, wybrał się nieprzygotowany na wyprawę życia i ze swojej głupoty tam zmarł. jego ideologia jest banalna, nie odkrył nic nowego, ludzie, których spotykał przedstawieni zostali nudnie i niczego nas nie nauczyli. przez cały film śmieję się z nieporadności tego gościa, jego paskudnego egoizmu i nonszalancji, tego, że chodził i jak to się mówi, was bitching around. za to, jak olał swoją rodzinę powinien dostać dożywotniego bana na wszystko i wieczne potępienie, bo tak mądrzy ludzie nie robią. 90% tego filmu to straszne dno. dobra jest muza i te ładne widoczki z alaski, no bo tu muszę się przyznać, że jak mi jest bardzo smutno z powodu miasta i czterech ścian, to przewijam ten cały film do tych kilku momentów, gdzie on jest w tej "dziczy", bo jest to po prostu bardzo ładne - aż do momentu, gdzie gość wędzi tego łosia - wtedy padam ze śmiechu, bo nie wiem, jak można nie było ogarnąć co lepiej zrobić z taką górą mięcha + jak trafia na rzekę nie do przejścia i nie wpada na to, że może wypadałoby pójść wzdłuż niej, bo prędzej czy później na coś się trafi.
    lepiej jest umrzeć z głodu i próbować wędzić łosia. ech, supertrampem to on na pewno nie był. za to zgadzam się z cytatem z tołstoja, który poznałam dzięki temu filmowi, a nie wiedziałam do teraz, że to tołstoj ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać że jesteś prostym człowiekiem , nie zabieraj się za tego rodzaju filmy bo Twój mózg nie jest w stanie tego ogarnąć i reagujesz w sposób nerwowy.

      Usuń
  2. + moim największym marzeniem jest mieć swój program podróżniczy (al czill, nie taki jak cejrowski czy wojciechowska ;) ) i wtedy zafunduję ludziom takie into the wild, że wszyscy się zsikają w majty ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się zgadzam z twoja opinia na temat filmu. Przede wszystkim należy zacząć od tego, że jest nudny i ciężko się go ogląda. To chyba jeden z najgorszych filmów o podróżniczej tematyce, może zachwycają się nim ludzie którzy nigdy nie byli w lesie :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze są te sceny gdy pokazują chrisa rozczulającego się nad pięknem natury, stojącego na wzniesieniach, i kamera robi odjazdy i go tak wielokrotnie okrąża. Jeny...

      Usuń
    2. Jedne z najlepszych scen pokazujących piękno człowieka , które kryje się w nas,konteplacja natury , podziwianie jej piękna , jest doskonałości. Pewnie nie znasz tego uczucia i nie mamy o czym rozmawiać.

      Usuń
  4. jaka barwna recenzja! you ve made me day!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej ho, dzięki, wszyscy powinniśmy zebrać się tu jak na terapii grupowej i opowiedzieć o tym, jak wiele krzywd spotkało nas przez ten film...

      Usuń
  5. hym,dobrze doradziłam kiedyś koleżance w pewnej sprawie, przyrównała moją pomoc do pomocy którą "uzyskuje" czytając Coelho w trudnych chwilach.
    Bycie przyrównanym do prywatnego antybohatera jest chyba zawsze frustrujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heh, Coeljo.... Ciężka artyleria.

      Usuń
    2. ciekawa jestem, atete, co jej odpowiedziałaś, znając Twoje umiłowanie wspomnianego pisarza. ale cóż, każdemu wolno lubić co innego i jeśli komuś coś pomaga, zabawia i cieszy to jakim prawem możemy go krytykować? :)

      i o rany, miałam prywatny okres kilku chwil kiedy "into the wild" mi się podobał (chyba muzyka Eddiego tak działa -.-) ale obejrzałam go drugi raz i zaczęłam się zastanawiać jak mogłam. to smutne gdy karmi się nas czymś zbudowanym na "emocjach" i "poruszającej historii, której nie mamy odwagi naśladować".

      Usuń
  6. aż zachciało mi się obejrzeć ten film :D próbowałam kiedyś ale zasnęłam po 10 minutach ;)
    soundtrack ma przynajmniej godny:)

    OdpowiedzUsuń
  7. I was just wondering what software applications you would need to
    make business cards or labels from the home computer.
    Is is simple or perhaps worth time or money..

    my blog - http://magicsubmitterreviewz.tumblr.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. "i czuję się całkiem usprawiedliwiony zawzięcie tocząc pianę z pyska za każdym razem, gdy ktoś sugeruje istnienie podobieństw między mną, a tym lapsem."

    :D:D
    p.s. i piękne kupki ci wyszły!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. w sumie to nie musisz być babą, ale się bardziej opłaca.

    początek Twojej notki zachęca do przeczytania i nawet przeczytałabym do końca, ale oglądam akurat Listę Schindlera. wpadnę później, obiecuję.

    OdpowiedzUsuń
  11. no no, jestem pod wrażeniem. filmu nie oglądałam (jak 99% filmów, które powinnam obejrzeć), ale ciekawie mi się czytało Twoje obszerne wypracowanie i podziwiało Twoje urocze ilustracje.
    niestandardowo. dobrze.
    przejrzałam zakładki o podróżach. Islandia! (jeszcze) nie byłam, ale widziałam piękne zdjęcia i strasznie mnie kusi. może spróbuję kompletnie za darmo :)
    pisałam, że chcę podróżować. spytałeś, co mnie powstrzymuje. nic szczególnego, chwilowo studiuję i pracuję, z kalkulacji wynika, że w wakacje będę miała czas i odrobinę pieniędzy, świat stoi otworem! odbyłam już parę podróży, na razie tylko po Europie, ale wszystko przede mną :) widziałam to i tamto, ale wciąż mam apetyt na więcej.
    do Paryża zapraszam, wbrew pozorom miasto wcale nie jest takie wielkie (powierzchnia 5x mniejsza od Warszawy), tylko po prostu... inne. ale metro zawsze uratuje Cię z opresji.
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ok, to wróciłam. Więc tak. Into the wild zostawię w spokoju, bo nie widziałam. Wrócę natomiast do On the road. Którego tez nie oglądałam, ale to z czystą premedytacją, bo nie i już. Książkę natomiast czytałam. Też napiszę książkę, kiedy już przejadę Amerykę wzdłuż i wszerz moim czerwonym starym "pikapem" przez Route 66. Tylko błagam, niech nikt nie wpada wtedy na pomysł ekranizacji, bo każdą książkę można w ten sposób zniszczyć, a tylko nielicznym pomóc.
    Piękne rysunki, polecam ASP :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Mi się film nie podobał i nie bardzo rozumiem dlaczego go tak wielu ludzi poleca... Nie oglądałam za to on the road i chyba czas na niego :D

    OdpowiedzUsuń
  14. PS też byłam autostopem w Barcelonie :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Hmm może nie powinnam oceniać bo nie przeczytałam całego bloga z braku czasu na tę chwilę ale przejrzałam parę postów i muszę przyznać że na pewno ciekawy i godny uwagi. W wolnym czasie poczytam sobie od początku i zapewne będę częściej zaglądać. Uwielbiam to uczucie gdy wchodzę gdzieś i myślę 'on musi być kimś ciekawym' czytam i inspiruję się do działania, do życia :)
    A filmu nie oglądałam jeszcze, słyszałam same superlatywy więc zostawiam sobie na 'wakacje' go więc wtedy po wyrobionej opinii przeczytam ten post :)

    OdpowiedzUsuń
  16. oo dobrze, że ktoś w Internecie wie, że ten film to kupa.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie czas ani miejsce na bitników - świat niebezpieczny, drogi nie te i tchórzliwe towarzystwo. Książek na miarę Kerouaca już nie ma, zatem powstają filmy. Szkoda tylko, że taki materiał się marnuje.

    OdpowiedzUsuń
  18. Haha, nie wiem co powiedzieć. Już wycisnęłam głębokie przemyślenia, już miałam je nasmarować, gdy nagle... Zobaczyłam dorysowane kupy na fotosach z filmu. I musze powiedzieć, że chociaż nie wiem co to o mnie świadczy, nie wiem co miałam napisać, tylko śmieję się zadowolona.
    A tak serio - ja w ramach niedorzecznego buntu nie obejrzałam On the road. Często tak robię, gdy nie mogę znieść ciśnienia związanego z jakąś produkcją po prostu odwlekam seans. A co do Into the wild... Zawsze mnie zdumiewasz, jak takie małe sprawy mogą Cię na tyle wkurzyć, by wyszła z tego tak obszerny tekst. Też tak chce, mysle że to jakiś element dziecięcej irytacji, z której większość wyrasta.
    I na koniec, żeby Cię wkurzyć - kiedy obejrzałam Into the wild, film skojarzył mi się z Tobą, ale pewnie tylko dlatego że nie znałam drugiego podróżnika. Co do jednego jestem pewna - Ty byś zostawił po sobie w cholerę poirytowanych dzienników.

    OdpowiedzUsuń
  19. obejrzałam ten film dla soundtracku i trochę namieszał mi w głowie. nie powiem, że mi się nie podobał, ale chyba postać Chrisa jest/była za bardzo złożona i zawiła żeby ją zrozumieć (dla mnie).
    + od dziś jestem podjaraną czytelniczką Twojego bloga!

    Jula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postać Chrisa była prosta jak budowa cepa. No i tak, zawsze jest ta klauzula- in to the wild obsysa, ALE soundtrack jest ok.

      Usuń
    2. Prosty człowieku , co Ty wiesz o budowie Chrisa , skoro działasz na innym poziomie wrażliwości i nigdy nie będziesz w stanie tego pojąć

      Usuń
  20. Na mnnie "Into the wild" zrobił dobre wrażenie jako obraz. Podoba mi się w nim wszystko od strony, hmm... audiowizualnej? Sama fabuła zeszła na drugi plan, nie wnikałam nigdy w gościa, na której opiera się postać głównego bohatera, nie wiem kim był, jaki był i czy film jest przekłamany czy nie. To Amerykańska produkcja, musi być taka a nie inna. Zdziwiłabym się gdyby nie była tak napompowana. A "W drodze" to tragedia, byłam strasznie sceptycznie nastawiona do ekranizacji tego filmu, jak zobaczyłam obsadę prawie się popłakałam a jak obejrzałam film było mi przykro po prostu, chociaż sama nie wiem co mnie to obchodzi. Książka jest jaka jest, ja ją czytałam i się nią swego czasu jarałam. Kto obejrzał tylko film jego strata szczególnie, że musiał oglądać pannę o jednej twarzy Kristen Stewart.

    OdpowiedzUsuń
  21. Zluzuj. Większość ludzi zachwycających się into the wild nie ma pojęcia kim był McCandless i jest zbyt leniwa, by wygooglać tuż po tym, jak zachwycił ich obraz umierającego dzieciaka, który spełnił swoje marzenia. Wystarcza im uczucie chwilowe "możesz zrobić cokolwiek chcesz", niezależnie od tego, czy są samotnymi gimnazjalistkami, czy nieszczęśliwymi mężami przechodzącymi kryzys wieku średniego.
    Należę do tej większości. Od dłuższego czasu czytam o Tobie i nie sposób było nie myśleć o Tobie, oglądając Alexandra Supertrampa. Zarówno Ty, jak i on, przypominaliście mi, że miejsce w którym jestem nie jest miejscem, w którym chcę być i dawaliście wiarę w to, że wcale nie musi tak być. Nie wnikam w to, co robił McCandless, bohater filmu robił, co chciał, dokładnie tak jak Ty.
    Jesteście podobni, ale skoro on jest nieprawdziwy, może będzie Ci łatwiej myśleć, że to on jest podobny do Ciebie.
    Pozwól ludziom, którym brak odwagi na spełnianie marzeń zachwycać się kimś, kto w ich opinii ją miał i miej to w dupie, tak jak potrafisz mieć coś w dupie.
    Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
  22. Chłopie co to za durny fragment z tą seksualnością? Widzę, że przerasta Cię możliwość życia w czystości? Jaki psycholog badajacy sprawę? Źródło, jeśli jesteś w stanie.

    OdpowiedzUsuń
  23. To co napisałeś jest jedną wielką, totalną, nie do opisania paranoją! Kim jesteś żeby tak obsmarować człowiek, co? Natrafiłam na ten blog tylko przypadkiem, szukając więcej informacji o McCandlessie. To co zobaczyłam na tych zdjęciach i co przeczytałam wbiło mnie w fotel. Co w ogóle ma oznaczać to ośmieszenie? Te zdjęcia? Chyba nie dojrzałeś, by cokolwiek mówić o innych. Piszesz o nim rzeczy, które wziąłeś nie wiadomo skąd! Zgadzam się z poprzednim komentarzem: co to za durny fragment z seksualnością? Łatwo jest dopisywać różne fakty, wypisywać kłamstwa i nie stworzone rzeczy. Skoro masz coś do tego człowieka, zachowaj to dla siebie! Jakim prawem obsmarowujesz go na forum, pomyślałeś nad tym? Oczywiście, że nie! Chris nie był taki jak Ty, mimo, że Cię nie znam, na pewno nie był taki jak Ty, nie był! Interesuję się postacią McCandlessa od półtora roku i nie znalazłam jeszcze tak pozerskiej wypowiedzi na jego temat, jak to nazwałeś, recenzji. Co Ciebie tak w nim denerwuje? Był człowiekiem, który miał dość chorej cywilizacji, którego męczyło życie wśród ludzi, którzy nie potrafili niczego zrozumieć, nie chcieli nic zrozumieć. Ciągle tylko krzyczeli, coś chcieli, nie potrafili nic dać od siebie, dokładnie jak jest teraz. Mało jest ludzi, którzy odważą się na samotność w dziczy. Ludzi ciągle kręcą pieniądze i to nie prezydent rządzi państwem, rządzi nim pieniądz i chęć władania innymi ludźmi. A dokładnie to samo rządzi całym światem. Próbował, ale samemu mało można zdziałać. A jego rodzice? To oni właśnie nie chcieli go zrozumieć, to oni byli krzykaczami, żałowali, bo dopiero jego śmierć w pełni uświadomiła im co stracili, czego nie zauważali kiedy był przy nich. Uciekł, by wtopić w naturę, stać się jej częścią. Tak jak człowiek, był jej częścią, ale uciekł, zaczął rozwijać się osobno, zaczął budować miasta, zaczął budować świat materializmu i świństw! Człowiek jeszcze wróci do natury, będzie błagał, by pozwoliła mu zostać. Jednak kiedy człowiek uświadomi sobie tę prawdę? Chris zrozumiał, ale nikt go nie słuchał. Ludzie pozostali głusi. Co miał zrobić? Zostać i niszczyć siebie, tak? Uciekł. Odciął się od ludzi. Wędrował samotnie. Wreszcie dokonał tego na co na pewno nikt by się nie zdobył, na pewno Ty byś się nie zdobył! Został sam, w dziczy. Bał się? Może. Skoro zdecydował się żyć bez map, pieniędzy i innych przedmiotów, skąd mógł wiedzieć, że kilka kilometrów dalej jest jakiś sklep, czy kładka z przejściem? Może nie chciał ułatwiać sobie życia. Może wiedział o ich istnieniu, ale nie podchodził tak blisko. Kiedy potrzebował pieniędzy, bo bez nich nie ma się szans przeżyć, jakoś musiał jeść podczas wędrówki, więc dlaczego czepiasz się tego, że zaczął pracować, musiał zarobić pieniądze, by kupić to czego potrzebował. Co w ogóle znaczy: 'wspomnieniach mało wiarygodnych, przesączonych poczuciem straty'? Każdy inaczej przeżywa śmierć człowieka, na swój sposób. Te wspomnienia są wiarygodne, w jakiś sposób się łączą, pod kątem jego opisu, charakteru, cech, planach i przeżyć. To co piszesz to istny fałsz. Może i Christopher postąpił lekkomyślnie i wyruszył na Alaskę bez solidnego wyposażenia, jednak nic nie upoważnia Cię do takiego znieważenia jego osoby! Człowieku, zrównałeś go z błotem! Nie masz krzty serca i rozumu. Nie potrafisz zrozumieć człowieka, który jako jedyny miał trzeźwy rozsądek. Nie będziesz taki jak on, to nie On nie jest do Ciebie podobny, to Ty nie jesteś podobny do niego i nigdy nie będziesz, boisz się go zrozumieć, nie chcesz go zrozumieć. Nie był zwykłym człowiekiem. Różnił się tym, że miał właśnie ten trzeźwy umysł. Te gówna, które narysowałeś, pokazały jaki jesteś niedojrzały i infantylny. Jak mogłeś w taki sposób potraktować człowieka, który dokonał czynu odwagi, nie wyrządził nikomu krzywdy, zawsze pomagał innym, przeszkadza Ci to? Pokazałeś jaki jesteś. Taka rada ode mnie na przyszłość, zapamiętaj: 'są rzeczy większe od naszego rozumu, leżące poza zasięgiem naszej sprawiedliwości. Co w tej sprawie jest słuszne, a co niesłuszne, powiedzieć nie w sposób i nie naszą rzeczą jest sądzić'.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodam jeszcze, że Twój blog jest interesujący i z chęcią bym go śledziła, iż sama kiedyś chcę podróżować, jednak ten post po prostu bardzo mnie zniechęcił.

      Usuń
  24. Tak, jesteś niedojrzały i to bardzo! Człowieku, jesteś śmieszny, minąłeś się z powołaniem, zamiast podróżować i wypisywać obraźliwe dla Chrisa ( mimo, że nie żyje ) fakty i inne zdarzenia, powinieneś zostać satyrykiem. Śmieszysz ludzi swoim podejściem przedszkolaka, kupki to sobie wysmaruj na swojej głowie, może Tobie będą pasować, bo z Chrisem się bardzo gryzą:) Także wiesz, zastanów się nad samym sobą, nad tym, kim jesteś, żeby pisać o nim w ten sposób. Nie musisz go wielbić, adorować czy podziwiać, nie musi być Twoim wzorem, ale miej szacunek do niego, a najwyraźniej nie masz go także do siebie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  25. A tak z ciekawości, jakimi źródłami poparte są te informacje o problemach tego gościa? W sensie- skąd to wziąłeś?
    Wiesz...wydaję mi się, że nie do końca też chodziło o cytacik na końcu... Ja ten film potraktowałam jak ucieczkę, która wywołana była głównie rodziną. Ludzie z problemami w domu często mają tendencje ucieczkowe i po dziurki w nosie całej cywilizacji, kart kredytowych, świata, ludzi, samochodów...nie pasuje im to gdzie są, z kim są, kim są. Ten człowiek był nieprzygotowany na taką wyprawę, ale dramatycznie spłycasz to wszystko...uciekł jako rozpuszczony dzieciak na pożarcie niedźwiedziom ( pomijając fakt, że prędzej by padły, niż go zjadły) ? Powiedziałabym: uciekł jako przerażony dzieciak próbując zrobić coś ze sobą, odnajdując w ten pokrętny sposób remedium na smutek. Myślisz, że te akcje z paleniem karty, powrotem do pracy i tak ciągle, były spowodowane głupotą, czy raczej problemami? Wydaję mi się, że ani idealizowanie go, ani "zjeżdżanie" nie trafiają zupełnie w sedno. A może jest to dodatkowo film o jakimś bólu związanym z cywilizacją? Po części pewnie też. Kiedy zaczęły się choroby psychiczne w stylu depresji? Z rozwojem miast, z intensyfikacją życia, konsumpcji. Można zwariować, jeśli nie masz nikogo kto będzie cię wspierał w tym szaleństwie, tak myślę. Obawiam się, że nastąpiło tutaj duże niezrozumienie tematu. Może zastanów się co Cię bardziej wkurza- reakcje ludzi, którzy go gloryfikują, czy on? Bardzo mocno negujesz postać...tak jakby nie można było mieć problemów. Polecam trzy razy się zastanowić, żeby nie oceniać pochopnie. Kij z filmami, ale chodzi mi o jakieś większe sprawy ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. To ja pozwolę się chwilę pozachwycać.
    Świetny film.

    Abstrahując od czyraków na prąciu, masturbacji do ostatnich chwil czy jakiejś tam neurotycznej osobowości.

    Czy obraz tego człowieka nie jest obrazem wielu współczesnych młodych pragnących uciec przed papką serwowaną przez tuby propagandy współczesnej cywilizacji?

    Druga sprawa to fakt, że taka ucieczka nie jest odpowiedzią na palące problemy młodych ludzi, a przykład Chrisa tylko to uwidacznia.

    Nie odniosłem wrażenia jakoby Sean Penn starał się opiewać czyny Chrisa.

    Wręcz przeciwnie, ekranizując świetną powieść Jona Krakauera (która nie opierała się jedynie na cytatach z książek i relacjach ludzi, ale przede wszystkim na zapiskach z podróży głównego bohatera. Tutaj wypada wytknąć niekompetencję autora recenzji) zostawił widzowi pole na ocenę motywów i zachowania Chrisa McCandlessa.

    Zarzuty typu: takich jak on było wielu, a nie pokazuje się tych, którzy z podobnych podróży wrócili...... nygga plz..

    Literatury na ten temat od groma, filmów pewnie jeszcze więcej. To, że do nich nie dotarłeś niczego nie zmienia :)

    Wniosek po przeczytaniu recenzji (w mojej opinii) jest jeden.
    Spinasz poślady, ponieważ pół świata zachwyca się filmem Penna, a Ty lubisz się wyróżniać.

    Każde zachowanie może być wielkim polem do popisu dla psychologa czy psychoterapeuty.

    OdpowiedzUsuń
  27. Kiedy ostatnio się przyznałam jak głupi był dla mnie film i bohater okazało się, że jest wokół parę osób, które myśli tak jak ja - co za ulga ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Wpis Twój znalazłam gdy szukałam kogoś kto podzielałby moje zdanie na temat tego filmu i tej postaci. Już po obejrzeniu tego obrazu zastanawiałam się jak można zachwycać się postacią, która przez własną głupote i głównie nieprzygotowanie umiera sobie na Alasca. I mimo, że podobno o zmarłych powinno podobno wypowiadać się albo dobrze albo wcale to historia tego gościa mnie nie urzekła, umarł z własnej głupoty i uważam, że jest o wiele więcej osób, ktore zasługują na opowiedzenie ich historii niż typ który bez żadnej wiedzy i przygotowania postanowił sobie mieszkać w lesie bo takie było jego widzimisię.

    OdpowiedzUsuń