-

29 stycznia 2013

Dziewięć na dziesięć


Sperma to trucizna, złoto jest minerałem duchownych, którym przez wieki uwodzili ludzi, współczesna sztuka zapewnia głupich, że poczucie winy, które przyniosła im świadomość bycia głupimi jest niepotrzebne, i że do swojej głupoty mają prawo. Ropa to krew naszej planety. 
A my? Wciąż nie wiadomo o nas zbyt dużo. W swojej niewiedzy ludzie odwołują się więc do faktów niezaprzeczalnych, z których nauczyli się czerpać siłę. Zdezorientowany złożonością świata człowiek, z dumą będzie określał siebie swoją przynależnością narodową, bo jest to jedna z niewielu rzeczy, których może być pewien. Potrzeba poczucia przynależności zapędziła nas jednak dalej, i podsycana ogólną nienawiścią do wszystkiego sprawiła, że podzieliliśmy się na miasta, na konkurujące ze sobą dzielnice, ulice, i skończyliśmy na wyzywaniu sąsiada przez okno. Po drodze powstał patriotyzm, rasizm, materializm, i piłka nożna. Gdyby ta nie istniała, człowiek prawdopodobnie odbierałby życie drugiemu człowiekowi, w imię lokalnej drużyny ping-pongowej. Plączemy się, łatwo odchodzimy od tematu, nasze kłótnie przypominają pojedynki bokserskie ślepców na wózkach inwalidzkich. Otaczamy się niepotrzebnymi rzeczami, gdyż pomagają one w identyfikacji naszej osobowości. Droga sofa w salonie ma być jej idealnym odzwierciedleniem. Podobnie jak ideologie, które aprobujemy, i klub, któremu kibicujemy. Mają coś o nas mówić. Wszystkie one, wszystkie sofy, filozofie, napisy na murach, są manifestacją tego, jak mało o sobie wiemy, jak desperacko staramy się to zmienić, i jak bardzo nam się to nie udaje. Czy to wsiadając do pociągu, czy wysiadając z autobusu- oby zawsze mieć przy sobie puszkę taniego trunku alkoholowego. Byleby żyć, egzystować, komentując ironicznie wszystko połową niesprecyzowanej myśli, wystarczy. Ludzie z przyszłości będą się śmiać oglądając nasze filmy sci-fi o pięknych stacjach kosmicznych. Nigdy nie ewoluujemy na tyle, by nie kopnąć czegoś ładnego, sprawdzając jak bardzo jest wytrzymałe, i nie pomalować tego potem puszką sprayu. Zbyt wiele marnych treści, niewyraźnych zakończeń, i morałów. Odpuścimy sobie więc ten festiwal mdłych cliche i miejmy to za sobą: panta rei, carpe diem, no i przecież memento mori. Dziewięć na dziesięć podejść do upolowania foki przez niedźwiedzia polarnego kończy się przecież niepowodzeniem. Krytykujemy więc wyścig, potrzebę bycia pierwszymi. W sztuce kontratakujemy kolejne nurty, w podróżach wymyślamy coraz to nowe wyzwania. Kolejny raz ktoś tym sposobem wysuwa się na prowadzenie, zmienia świat. Profesor szkoły artystycznej przychodzi co tydzień do burdelu, wykupuje dwie godziny, i przez ten czas opowiada jakiejś biednej dziewczynie o sztuce współczesnej. Czym jest sztuka? Nie wiem. Wiem czym sztuka nie jest. Sztuką nie jest chodzenie z przygotowaną zawczasu, i wyrytą na pamięć odpowiedzią na pytanie „czym jest sztuka?”. Krytyk drapie się po twarzy. Przestał rozumieć i lubić sztukę abstrakcyjną, gdy tylko ukończył z powodzeniem program dwunastu kroków. Ludzie wychodzą z założenia, że wszystko co łatwo da się polubić jest głupie, i podejrzane. Czy możemy im ufać? Normalnie powiedziałbym, że nie. Wciąż, nieprzerwanie szukamy klucza odpowiedzi, by choć trochę zniwelować nasz strach przed powiedzeniem czegokolwiek. Jednocześnie przecież mamy gdzieś poczucie, że powinniśmy kwestionować absolutnie wszystko. Tymczasem obtłuczone fiuty ze starożytnych rzeźb leżą gdzieś ukryte w szufladzie muzeum watykańskiego. Turyści nie myślą o tym, i lecą na plaże do ciepłych krajów. Wracając, przywożą ze sobą opowieści o dalekich kulturach, i ołówkowe szkice nieznanych nam zwierząt. Nazywamy ich odkrywcami, choć prawdziwie wdzięczni powinniśmy być bezimiennym myśliwym i kłusownikom, które te zwierzęta zabijali wcześniej, niż turyści je odkryli. Kapitan Ahab skończył z pięcioma harpunami wbitymi w głowę, i przeżył. Większe zdziwienie spotkało jednak Krzysztofa Kolumba, gdy u wybrzeży Ameryki czekały na niego pochłaniające hamburgery tłumy obżartuchów, w prujących się na ich ogromnych brzuchach koszulkach GAP. Cywilizowany człowiek ze wzdrygnięciem ignoruje myśl, że nagi w konfrontacji z przedstawicielami niektórych ze zdominowanych przez nas gatunków, przegrałby.

Więc po co tu jesteśmy, o co w tym wszystkim chodzi, co musimy zrobić? To samo, co od milionów lat- zdobyć jedzenie, przetrwać, rozmnożyć się. Nic więcej. Możemy płakać z tego powodu, i wrzeszczeć na siebie, ale dzikie zwierzęta zawsze będą obserwować nas z ciemności lasu. To one będą się z nas śmiać.