-

31 października 2012

Pre- Post Uniwersytecka Depresja


Nigdy nie zdecydowałem się na ostateczną wersję tego czym mógłby być mój odręczny podpis, ani nie wyrobiłem w sobie nawyku treningu i pracy nad jego jakością. Jest to kolejny przykład mojego nieprzygotowania i zlekceważenia reguł dorosłego życia. Podczas gdy moi znajomi są już na etapie doskonalenia swoich sygnatur, ja kompletnie zaniedbałem jakiekolwiek starania nad stworzeniem czegoś, co chociaż po części przypominałoby piękne podpisy naszych rodziców, tak nieudolnie przez nas podrabiane na kartkach usprawiedliwień szkolnych.

Pomyślałem, że skoro podpis jest społecznie akceptowalnym sposobem jawnego posługiwania się dowolnym gryzmołem, czemu moim oryginalnym, identyfikującym mnie piktogramem nie może być ordynarny, szkolny, zeszytowy kutas?

Nie byłoby to takie znowu nieuzasadnione, i pragnę się usprawiedliwić, gdyż jeśli przyjrzeć się bliżej, można w kutasie tym oto znaleźć moje inicjały:
Jakże to by było nonszalancko artystyczne posługiwać się rysunkiem fallusa podpisując umowy o kredyt, lub zwolnienia z odwyku! Czyż kutas w podpisie nie byłby swego rodzaju wyrazem autokrytycyzmu, wyczynem autodestrukcyjnym, przenośnią samo-akceptacji wad charakteru autora, tym samym krzyczącego do świata w wokół „Tak! Jestem kutasem!”. Bezczelność i pewność siebie towarzysząca temu stworzyłaby natychmiastowo skrzętnie później rozwijane poczucie charyzmatyczności, w którą większość znanych i lubianych przecież wierzy.

Szkolno- zeszytowy kutas na dolnych rejonach kartek kompletu zeznania podatkowego jest jak Olbrychski z szablą w Zachęcie.

Kutas w podpisie jest pomysłem tak dobrym, że należałoby go rozważać pod kątem obdarzenia nim wyraźnego, lecz co najwyżej drugoplanowego bohatera sarkastyczno- posępnej powieści współczesnej lub filmu, będących w nurcie dzisiejszej tendencji do kreowania postaci niezakrawającej o pozyskanie sympatii widza.

Jeśli dobrze sobie przypominam, któregoś dnia moją głowę nawiedziła myśl, silnie zapewnie napędzana faktem mojego przyszłorocznego zakończenia edukacji, że praca w branży porno nie była by wcale takim złym pomysłem. Czy istnieje jakakolwiek forma kodu, powszechnych zwyczajów młodych członków ekipy filmowej, według których muszą oni sobie jakoś ulżyć przed kręceniem, by nie oświetlać planu ze wchodzącym w kadr wzwodem?

Zastanawia mnie jednak najbardziej czy filmy porno posiadają scenarzystów, czy może panuje na planie atmosfera ogólnego artystycznego uniesienia pozwalająca każdemu na swobodną improwizację?

Prowadzi nas to do odwiecznej dyskusji nad funkcją fabuły w filmach dla dorosłych, jak i pytania o poprawność eksploatacji kobiet w przemyśle porno, zakładając oczywiście, że panowie biorący udział w akcji płakać po nocach nie płaczą.
Rysunek faceta, który przed chwilą miał w sobie pięciu mężczyzn , i zbiera pieniądze na operację serca u swojego nowonarodzonego synka. Oto zbliżenie na jego twarz:

... i prototyp wizytówki:


Każda reakcja naszego ciała jest pewnego rodzaju chorobą, tak jak upojenie po wypiciu sfermentowanego soku z winogron, i tak samo chora zdaje się być fabuła w pornosach, lecz mimo wszystko praca miałaby w sobie potencjał. Wizytówka wyglądałaby tak:

O tyle o ile jakakolwiek fabuła w filmach porno zawsze kończyć się będzie natychmiastowym przewinięciem na piątą, a nawet dziesiątą minutę dzieła, zadziwiające jest jak wielu mężczyzn wciąż byłoby zaskoczonymi faktem tego, jak często osobą przewijającą okazałaby się być kobieta. Kobieta siebie eksploatująca.



Ps. W proteście pielęgniarek najbardziej interesujące muszą być poglądy pielęgniarek, które protest olały.

Protest pielęgniarek